Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/368

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Skacze z liści, z gałęzi, liże pień, drga, drży —
Wiatrem pędzony, sycząc, wciąż dalej mnie w bór.

Lew, słoń, byk w oślepieniu walą! Luny dym
Połączył ich! Niepomną swoich dawnych zwad:
Trwożne uchodzą z lasu przed tym ogniem złym —
Na wyspy gdzieś — na bagna — mkną w daleki świat.


(A. Lange).