Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/341

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy doń wyrzecze słowa te,
umarłych bóg zamiary swoje
Jał opowiadać pani tej,
by jej uciszyć niepokoje:

Jama.

Toż sługa Dharmy, cnoty syn,
Satyawan godzien — wiarę mam —
By go nie drabów moich czerń
wiązała, przeto zszedłem sami
Więc Satyawana ciało ów
związawszy sznurem po sam rdzeń,
Człowieczej formy lotny cień,
na miarę palca, wyjął zeń.
Wówczas dopiero z twarzy znikł
dech i zagasły mu źrenice —
I odrętwiały leżał trup,
gdzie życiem drgały wpierw tętnice,
Zaś Jama, przeciągnąwszy sznur,
ku Południowi, zwrócił lice.
Sawitri tedy, cała w łzach,
za Jamą poszła wierna żona,
Której zapisań wielki los,
pokutą udoskonalona.

Jama.

Sawitri, wracaj, wracaj już,
a pogrzebowe spraw obrzędy.
Co masz dla niego czynić — czyń.
Dość — już nie pójdziesz dalej tędy!

Sawitri.

Dokąd poniesion ma być mąż
lub dokąd idzie sam wśród chwały —
Tam i ja pójdę za nim wraz:
to obowiązku nakaz trwały.
Na mą pokutę, ojców cześć,
na miłość mego Satyawana,
Na ogrom twoich, boże, łask —
droga mi ta nie zakazana.