Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/330

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rycerz, ofiarnik, znicza stróż,
nad rzesze ludów pan wysoki:
Tegoć ja żoną, królu gór,
ja com tu przyszła pod twe stoki.
Lecz prysło szczęście, znikł mój pan,
znikł mój opiekun... Przyszedł ból —
I szukam Nala wciąż a wciąż:
gdzie mój najlepszy mąż i król?
Ty. co szczytami w niebo mkniesz,
którego czoło w chmury pnie się,
Czyś ty nie widział, królu gór,
Nala w tym wielkim, strasznym lesie?
Ów mędrzec, siłacz, ludzki słoń,
wielkoramienny, prawdomówny,
Przejasny, bohaterski pan,
zabójca wrogów, pan gwałtowny,
Małżonek mój, Niszady pan
czy nie przechodził tu przez bór?
Czemu samotnej mnie, we łzach —
mnie zatroskanej, królu gór,
Pocieszyć nie chce mnie twój głos,
jak gdybym była twem dziecięciem?
Ty, bohaterze, znawco praw,
ty, coś jest wiernym słowu księciem,
Jeżeli jesteś w boru tym,
tedy się ukaż sam przez siebie!
Kiedyż bez granic luby głos,
podobny szmerom chmur na niebie,
Kiedyż usłyszę Nala głos,
głos, jakim we śnie szepczą bogi:
Waidarbio! Tak mi tu się zjaw,
wielkiego króla głosie drogi,
Łagodny, tchnący duszą Wed,
żałości me rozwiewający!
Trwożnego ducha mego ciesz,
Nalu, bezgrzechem jaśniejący! —

    Vanaspati (pan lasów); podobno sok wyciskany z roślin Sarcastemma acidum lub Asclepias acida. Niektórzy przypuszczają, że był to poprostu chmiel.