Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/328

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tygrys o wielkich strasznych kłach
idzie tu: zbliżam się bez trwogi.
Ty coś jest zwierząt wszystkich pan,
ty, coś jest puszcz tych władca srogi —
Jam-ci Widarbów córa, znaj,
jam Damajanti opuszczona
Nala — zdobywcy wrażych miast,
wielkiego radży Niszad żona!
Samotna, męża szukam ja,
nieszęsna troska mię przenika.
O królu bestyj, pociesz mnie,
czyś widział Nala wojownika?
Albo też, wielki władco puszcz,
gdy mi nie możesz wskazać Nala,
Najlepsza bestyo, chciej mię zjeść,
bo śmierć od wszystkich trosk wyzwala.
A gdy usłyszał ten mój płacz
tygrys, co królem tu jest w borze:
Odchodzi milcząc — tam — do fal
rzeki, co srebrem płynie w morze.
Tę górę świętą, strojną w śnieg,
o wystrzelonych szczytach licznych,
Jasną a pełną świetnych barw —
górę o szczytach niebotycznych;
Pełną metalu różnych żył —
w drogie kamienie uwieńczoną,
Zdobną w ogromny głuchy las,
niby w chorągiew wojsk zieloną;
Las pełny rysi, słoni, lwów,
niedźwiedzi, kozic, gazel, dzików,
Las pełny ptactwa różnych barw —
i rozdźwięczony chórem krzyków;
Las pełny kinśuk — asok — palm,
gajami punnag przewzorzysty,
Zdobny w karnikar, dhaw i plaksz
wieniec barwisty i kwiecisty,
Gdzie gęga ptaków rój śród fal —
w rzekach na łonie urwisk, hal:
Tego więc spytam króla gór,
gdzie jest ów ludów król, gdzie Nal?