Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
ABU SAID B. ABULCHAIR.
CZTEROWIERSZE.

Przyszła miłość i troska serce zapyliła,
Pierzchnął rozum, rozsądek poszedł precz i wiedza.
W smutku tym żaden druh mi ręki nie uścisnął,
Jedno oczy do stóp mych wszystek skarb wylały.


Wołałem: O bogini ma tulipanowa.
Kochanko we śnie ukaż wdzięki posągowe!
Odparła: gdy bezemnie chadzasz na spoczynek,
Przecz mi każesz się we śnie marą ukazywać?...


Kochanko! myśli moje troska w kłąb związała,
Twoja strzała zraniła serce me, kochanko!
Mawiałaś: opiekunką jestem serc zranionych;
Oto patrzaj, ja także serce mam zranione!


Poszedłem do lekarza z wielkim bólem serca,
Rzekł: przed każdym, prócz lubej, milcz sznurując usta.
Spytałem: co pić każesz? odparł: krew serdeczną.
A unikać? Trosk wszelkich o obydwu światach.


Miałaś oczy, co z serca rdzę spojrzeniem myły,
Rączkę, co jedno wdzięczny spór z warkoczem wiodła;
Gdyś poszła precz, te oczy w twarz mi krwią plunęły,
Kamieniem drobna rączka piersi roztrzaskała.


Do tej tulipanowej módlże się, Braminie!
Do tej czternastoletniej módlże się śliczności!
Gdy Bóg ci nie dał oczu, byś na niego wzierał:
Przed słońcem raczej czołem bij, niżli przed cielskiem.