Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale miły, niewidziany —
Już zniknął.

Gdzieś mi dusza odleciała,
Znikła jakoś baczność moja,
Gdy prosił.
Biegłam za nim, nie nalazłam.
Obwołałam: on się nigdzie
Nie ozwał.

Mnie Stróże znaleźli,
Co miasto obchodzą:
Oni mię zbili,
Oni zranili —
Z głowy mi wzięli zasłonę;
Murów stróżowie.

Ja was zaklinam, córki syońskie,
Jeśli znajdziecie mego kochanka,
Powiedzcie odemnie,
Żem chora z miłości.

I któż jest twój miły nad miłych,
O najmilsza z dziewic?
I któż jest twój miły nad miłych,
Że nas tak zaklinasz?

Mój miły jest biały, rumiany,
Naczelnik tysiąców,
Jak złoto najszczersze ma głowę,
Włos jego czarniejszy od kruka,
Wzrok jego jak oczy gołębi,
Co w mleku kąpane pływają,
A lica jak grzędy woniami osnute,
A usta jak róże myrrhami woniące,
A ręce jak złoto turkusem osute:
Jak słupy z marmuru na złotej postawie są jego nogi?

Postawa jak góra Libanu,
Wyniosły jak drzewo cedrowe,