Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pod cieniem jego wypocznę sobie,
I owoc jego słodki mym ustom.

On mię wprowadził do domu wina,
A sztandar jego nademną,
Jest miłość...
Wzmocnijcie mię winem,
Posilcie jabłkami,
Bom chora z miłości.

Lewica jego pod moją głową,
Prawica jego mię obroniła.

Błagam was, córki Jerozolimy
Błagam na sarny, polne jelonki,
Am jej budźcie, ani jej ruszcie,
Aże się sama obudzi.

V.

To głos mojego kochanka, —
Widzicie! oto przychodzi.
Wzgórki przeleciał,
Doły przeskoczył;
Chybki jak sarna mój miły,
Jako jelonek pędliwy.

Patrzcie! już zdążył,
Stoi za węgłem;
W okno zagląda,
Sięga za kratę.
Mój miły mówi,
Do mnie to mówi:
Wstań o kochanko,
Wstań miła moja,
I pójdź...

Bo oto już zima minęła,
Bo oto już deszcze zszumiały.
Na polach się kwiaty rumienią,
Do pieśni, do pieśni czas nastał