Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tęsknota pożera moje serce i wysysa mój mózg — rzekła, siadając przed wróżką. — Zaradź na to, dopomóż!
Starucha odpowiedziała bez namysłu:
— Idż do domu i przynieś mi włosy męża twego!
Aziza znalazła kilka włosów męża, zaplątanych w jego turbanach i przepaskach, noszonych na głowie podczas robót polnych. Powróciła z niemi do gezzany. Ta zaś, wyszeptawszy jakieś zaklęcia, włożyła je do białej szmatki, zrobiwszy na niej magiczny węzeł, i rzekła:
— Powiesisz ten amulet na drzewie przed do mem swoim, lub na twojem polu. Gdy wiatr będzie poruszał szmatką, myśl Rasa ben Hoggara będzie leciała ku tobie, kobieto, na skrzydłach wiatru.
Aziza powróciła do domu i, przechodząc przez swój ogród, zawiesiła talizman na gałęzi starego rozłożystego drzewa oliwnego. Od tej chwili, pracując w polu lub w ogrodzie, wzrok swój często zwracała w stronę starego drzewa i radośnie wzdychała, gdy podmuch wiatru kołysał białą szmatkę, zawiązaną w magiczny węzeł, zawierający włosy Rasa. Stara gezzana dobrze znała serce kobiece i znalazła środek na ukojenie porzuconej, tęskniącej kobiety. Od chwili posiadania talizmanu, Czar Aziza prawie ciągle czuła przy sobie obecność męża, czasami twarz jej zaczynała płonąć pod gorącem spojrzeniem Rasa, czując tuż przy sobie jego oddech i słysząc cichy szept:
— Umiłowana Czar Aziza, radości moich oczu, płomyku mój, najpiękniejszy darze Allaha!...
Niespodziewanie, bez żadnego powodu, przyszło ukojenie, a ono przynosiło ze sobą nawet chwile rozkoszy i radości smętnej lecz słodkiej.