Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kupcom berberyjskim, arabskim i żydowskim, lub kuglarzom i oszukańcom, bałamucącym tłum tajemniczością i magiczną siłą nieznanych i nikomu niepotrzebnych ziółek, proszków i olejków. Pachniały wonności, mieszając swój aromat z zapachem zielonej mięty i palonej kawy, z cuchnącemi wyziewami niewyprawionej skóry, zgorzkniałego łoju, przypalonej oliwy i cebuli.
Zaklinacz oprowadził po tej dzielnicy Medina swego towarzysza, pokazywał mu sklepy, składy handlowe, piękne meczety i medersa, cudotwórcze studnie i fontanny, natłoczone ludźmi jadłodajnie i kawiarnie, tajne palarnie „kifu“, barłogi, gdzie się gnieździli meskini, włóczęgi, wysłańcy różnych prześladowanych sekt, mężczyźni i kobiety, należący do pogardzonych, lecz jednocześnie otoczonych mistycznym lękiem, szczepów Mlaina, Zkara i Ghenanema, jacyś przechodnie, nikomu nieznani, milczący i czujni, o zagadkowych, podejrzliwych wejrzeniach.
Zwiedziwszy wszystko i zajrzawszy wszędzie, Soff krzywemi uliczkami wyprowadził Rasa do nowej dzielnicy — Gheliz, gdzie za wysokiemi murami, śród lasu palmowego tonęły w zieleni domy bogatych kupców i arystokratów, przybywających tu na lato z Fezu, Rabatu i Sale; dokoła tych posiadłości, śród palm o zwisających szkarłatnych lub złotych okiściach daktyli, były rozrzucone wille Francuzów i malowniczy „hotel Baszy“; tu asfaltowanemi jezdniami biegły, połyskując szkłami i miedzią, żwawe, niby stale zakłopotane i spieszące się samochody, rycząc, hucząc i gwiżdżąc gniewnie lub łagodnie i ostrzegawczo.
Przyjaciele przeszli cały Gheliz i przy wejściu do starej dzielnicy zatrzymali się przed wspaniałym minaretem.