Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wielbłąda i odjechał, kadi wstał i pobiegł ku kasbie, szepcąc:
— Synu mój! Synu mój!...
Szept ten przeszedł w jęk i rozpaczliwe wołanie; którym odpowiadały swem łkaniem szakale w górach i ponurym krzykiem puhacz, zwiastun nieszczęścia.