Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nieznośny ból twego serca będzie ukojony na zawsze, bo taka jest wola Stwórcy i Sędziego, starożytne imię którego niech chwalą ludzie przez wieki i wieki od krańca ziemi i do krańca!
Długie milczenie zapanowało w izbie. Natchniony marabut i zbolały góral czuli, że w tej chwili patrzyło na nich groźne, lecz sprawiedliwe oblicze Boga, który wyznaczył drogi życia każdemu człowiekowi, każdemu zwierzęciu, każdej roślinie podług prawa przyczyn i celów, wytkniętych przez niego w mądrości Jego niezgłębionej.
— Wstań teraz i słuchaj, Ras ben Hoggar! — rozkazał marabut.
Ras podniósł się blady, lecz spokojny, i rzekł surowym głosem:
— Słucham ciebie, sidi!
— Opowiem ci, co dziś zaszło, gdyś był na mieście!
Marabut opowiedział towarzyszowi, że meskin Hassan sprowadził do niego Berbera, który był potomkiem Mahdi[1] Bassy, walczącego przeciwko dynastji Alauit. Berber twierdził, że Bassa wykradł z panteonu Saadien buńczuk kalifów i przekazał go swym potomkom.

— Ten człowiek obiecał mi i przysiągł na Proroka, że dostarczy mi buńczuk Saadien — zakończył opowiadanie marabut — Jest on wrogiem „rumani“ i Alauitów i sprzyja Abd-el-Krimowi! Za jakie trzy dni będziemy mieli buńczuk i pojedziemy do wielkiego wodza, do Riff. Nie mogę wieźć go sam! Pojedziesz ze mną, bo gdy ja zginę, ty oddasz wodzowi znak kalifów...

  1. Wódz wszczynający świętą wojnę; arabskie znaczenie tego słowa jest „wódz doby“.