Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mużnę i już wiedział, którego świętego należy szczególnie wysławiać w tym lub innym zakątku kraju.
Poznał się też z kilkoma pieśniarzami i zapamiętał sporo opowieści, bajek i pieśni o dawnych bohaterach, o krwawym Sidi-Okba i o straszliwym sułtanie Mulej Izmaile. Obcując z pieśniarzami, dowiedział się, że są oni wrogami Francuzów, Hiszpanów, Włochów i Anglików, wyśmiewają ich i podbudzają gniew i niezadowolenie Berberów przeciwko białym przybyszom. Od nich się też dowiedział góral, że Arabowie w Egipcie i Kabilowie w Riffie powstali przeciwko „rumani“ i walczą z nimi i że wielki wódz Abd el Krim chce się ogłosić sułtanem i kalifem[1].
Ponieważ sam Ras cierpiał z powodu „rumani“, którzy zmusili wielkiego kaida do wytrzebienia tych Szleu, którzy, za przykładem przodków, trudnili się napadami na karawany, idące z tamtej strony Atlasu, — więc chętnie słuchał wrogich dla Europejczyków opowieści i pieśni, i nawet sam je śpiewał i układał, ośmieszając w nich Glaui, którego nazywał „niewolnikiem, psem łańcuchowym“ białych przybyszów.
Znajomość z meskinami i pieśniarzami wkrótce przydała się Rasowi.
Pewnego wieczoru, powracając z placu do fonduka, usłyszał zdaleka rozpaczliwy głos Soffa wołającego o pomoc. Pobiegł, i tuż przed bramą fonduka ujrzał zaklinacza w bardzo niemiłem towarzystwie. Otaczało go bowiem kilku drabów, którzy, krzycząc w niebogłosy, tłukli tak zawzięcie długiego i cienkiego Soffa, że góral wyszeptał:

— Na Allaha! przetrącą ci chłopcy moją tykę.

  1. Religijny wódz muzułmanów.