Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do środka i oczom jego przedstawił się niezwykły widok. Przy stole zawalonym blankietami obrachunkowymi, w świetle dwu lamp siedziało czterech urzędników, grających w karty. Skupieni, nieruchomi, z twarzami, na które abażur rzucał zielony odblask, przywodzili na myśl gnomów z bajki, lub, co nie daj Boże, fałszerzy pieniędzy. Jeszcze więcej tajemniczości dodawała im ich gra. Sądząc z ich zachowania i terminologji karcianej, która od czasu do czasu przerywała ciszę, — grali w winta, natomiast wszystko to, co później doszło do uszu Peresolina, nie wskazywało bynajmniej, by to był wint, ba! tego wogóle nie można było nazwać grą w karty.
Fantastyczne, dziwne, tajemnicze...
W siedzących przy stole Peresolin poznał urzędników: Serafina Zwizdulina, Stepana Kułakiewicza, Jeremjasza Niedojechowa i Iwana Pisulina.
— W cóżeś ty wyszedł, djable rogaty — oburzył się Zwizdulin, patrząc z wściekłością na siedzącego naprzeciw partnera. — Czy można tak wychodzić? Miałem w ręku drugiego Dorofiejewa, Szepielewa z żoną i Stepkę Jerłakowa, a ty walisz w Kofejkina. Leżymy bez dwuch! Trzeba było, głowo kapuściana, wyjść w Pogonkina!
— Na cóżby się to zdało? — żachnął się partner. — Wychodzę w Pogonkina, a Iwan Andreicz ma w ręku Peresolina.