Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


złodziej? Wybór padł na Iwana Pietrowicza, pomocnika buchaltera: cichy, pobożny, niechluj, nie wie co to komfort. Wybraliśmy go, pobłogosławili na tę walkę z pokusami i uspokoiliśmy się, lecz... nie na długo.
Nazajutrz Iwan Pietrowicz miał już nowy krawat. Na trzeci dzień przyjechał do biura dorożką, czego przedtem nigdy nie robił.
— Zauważyliście — mówiliśmy po upływie tygodnia. — Nowy krawat... Binokle... Wczoraj zapraszał na imieniny. Coś się niedobrego święci... Częściej się modli... Ma widać nieczyste sumienie.
Temi spostrzeżeniami podzieliliśmy się z jego ekscelencją.
— Czyżby i dziesiąty miał być kanalją? — westchnął nasz dyrektor. — Nie, to niemożliwe... Taki porządny i skromny człowiek... Zresztą... chodźmy do niego. Poszliśmy do Iwana Pietrowicza i ustawiliśmy się dookoła kasy.
— Wybacz, Iwanie Pietrowiczu — zwrócił się doń błagalnym głosem dyrektor. — Posiada pan całkowite nasze zaufanie... Wierzymy ci... Hm... tak... Ale wie pan... Pozwól przeprowadzić rewizję kasy! No, niechże się pan nie opiera.
— Ależ proszę! Doskonale! — wesoło odparł kasjer. — Rewidujcie, ile się panom tylko podoba!
Zaczęło się liczenie. Liczyliśmy, liczyliśmy i niedoliczyliśmy się czterystu rubli... A więc i ten