Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



Jedyny środek.

Niegdyś, również i nasze przedsiębiorstwo padało pastwą kradzieży, dokonywanych przez kasjerów. Na samo wspomnienie tych czasów strach mnie oblatuje. Nie, nie okradali nas, lecz dosłownie wybierali wszystko z naszej biednej kasy. Wewnątrz kasa była obita zielonym aksamitem — aksamit też ukradli. Jednemu z tych złodziei okradanie nas tak się spodobało, że razem z pieniędzmi buchnął zamek kasy i jej wierzch. W przeciągu ostatnich pięciu lat przez nasze przedsiębiorstwo przewinęło się dziewięciu kasjerów. Dziś, na większe święta, wszyscy bez wyjątku, przysyłają nam powinszowania z Krasnojarska.
— Straszne to, lecz jak złu zaradzić? — martwiliśmy się, oddając dziewiątego kasjera w ręce sprawiedliwości. — Wstyd i hańba! Wszyscy dziesięciu — kanalje!
Zaczęto się zastanawiać i radzić. Komu powierzyć kasę? Kto tu nie jest łajdakiem, kto nie