Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


departamentu, o nim tylko marzysz! On cię kocha...
Siostra oblała się rumieńcem. Grymas wykrzywił jej twarzyczkę. Oczy pełne były łez. Widocznie, brat trafił w najczulsze „centrum“.
— Siebie gubisz i Miszkę gubisz... Zaczął pić! Oh! Siostro, siostro! Dałaś się wziąć na lep chamskiego bogactwa, kolczyki, bransoletki. Wychodzisz zamąż z wyrachowania. A to taki kiep, taki bydlak... Oddajesz rękę nieukowi, który nawet nie potrafi się ortograficznie podpisać! „Mitrji Niekołajew“. Czy słyszysz to „Nie“? Niekołajew. Bydlęęę!... Stary, ordynarny, gbur... Zaklinam cię!
Głos brata zadrżał i stał się chrypliwy. Kochający braciszek kaszlnął, zakrztusił się i wytarł oczy. I jego twarz skaził grymas.
— Braciszku drogi, dałam słowo. A zresztą, mam już potąd naszej nędzy...
— No, jeżeli tak, to jestem zmuszony wszystko ci wyjawić. Nie chciałem być w twoich oczach skalany moralnie, powiem jednak. Lepiej stracić dobrą opinję, niż pozwolić siostrze iść na zatracenie... Posłuchajże, Katja. Znam ja pewną tajemnicę twego sklepikarza. Gdy się o niej dowiesz — natychmiast z nim zerwiesz. Oto ta tajemnica. Czy dasz wiarę, że spotkałem się z nim w jednym plugawym lokalu? A może pragniesz się dowiedzieć, gdzie się z nim spotkaełm? Co?