Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



Kochający braciszek.

Przy oknie, pogrążona w zadumie, patrząc na zabłoconą ulicę, stała młoda dziewczyna. Tuż obok niej, młody człowiek, w mundurze urzędnika państwowego, nerwowo tarmosił wąsiki i drżącym głosem mówił:
— Siostro, opamiętaj się. Jeszcze nie zapóźno. Zaklinam cię. Zerwij z tym sklepikarzem, z tym kacapem. Pluń na ten nalany pysk. Niech go dunder świśnie. Raz jeszcze zaklinam cię.
— Nie mogę, braciszku! Dałam słowo.
— Błagam. Miej wzgląd na nasze nazwisko. Tyś jest przecież dobrze urodzona, szlachcianka, panna z wykształceniem; a on kupczy kwasem; chłop, cham!... Cham! Zrozumżeż to — niemądra! Cuchnącym kwasem handluje, stęchłe śledzie sprzedaje. Tyś mu wczoraj dała słowo, a on dziś okpił naszą kucharkę o kilka kopiejek! Skórę z biednych ludzi łupi! Gdzież się podziały twoje ideały? O Boże mój, Boże! Co? Słuchajże, przecież kochasz Miszkę Trechwostowa z naszego