Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


spać, a młodzi spacerowali po lesie. Szukając po kieszeniach zapałek dla zapalenia papierosa, Migujew natknął się łokciem na coś miękkiego; rzucił więc odniechcenia okiem pod swój prawy łokieć i... nagle twarz wykrzywiło mu takie przerażenie, jakgdyby ujrzał obok siebie żmiję. Na ganeczku, przy samych drzwiach, leżało jakieś zawiniątko. Coś podłużnego zawinięte było w coś takiego, co poomacku wydawało się haftowaną kołderką. Zawiniątko było z jednego końca otwarte. Asesor kolegjalny wsunął do wnętrza rękę i natrafił na coś ciepłego i wilgotnego. W przerażeniu zerwał się na równe nogi i obejrzał dookoła, jak przestępca, który zamierza uciec z pod straży...
— A jednak podrzuciła! — z wściekłością wycedził przez zęby, zaciskając pięści. — Oto leży tu... leży bezprawie! O, Jezu!
Ze strachu, złości i wstydu osłupiał... Co teraz począć? Co powie żona, gdy się dowie? Co powiedzą koledzy z urzędu? Ekscelencja z pewnością poklepie go po brzuchu, parsknie śmiechem i powie: „Winszuję... chi-chi-chi!... Stary, ale jary... filut z pana, Siemion Erastowicz!“. Całe letnisko dowie się o jego tajemnicy, a szanowne matrony gotowe wymówić mu domy. O podrzutkach piszą we wszystkich gazetach i w ten sposób skromne nazwisko Migujewa rozgłoszone będzie po całej Rosji...