Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Środkowe okno jego willi było otwarte i słychać było najwyraźniej, jak Anna Filipowna, żona Migujewa, nakrywała do kolacji; na podwórzu, tuż za bramą, stróż Jermołaj pobrzękiwał monotonnie na bałałajce... Niech-no się tylko niemowlę przebudzi i zakwili, a tajemnica zostanie natychmiast odkryta. Migujew uczuł niezwyciężoną konieczność pośpiechu.
— Prędzej, prędzej — mruczał. — Natychmiast, dopóki nikt nie zauważył. Zaniosę dokądciś, położę na cudzym ganku...
Migujew chwycił jedną ręką zawiniątko i cichutko, równym krokiem, żeby nie wzbudzać podejrzeń ruszył ulicą...
— Dziwnie ohydna sytuacja — myślał, starając się robić obojętną minę. — Asesor kolegjalny idzie ulicą z niemowlęciem! O Boże, jeżeli ktokolwiek zobaczy i domyśli się o co chodzi — jestem zgubiony... Położę je może na tym ganku... Nie, hola, tu są otwarte okna i może ktoś wygląda. Gdzieby go tu?... Aha, spróbuję je zanieść do willi kupca Miełkina... Kupcy — to ludzie bogaci i litościwi; może jeszcze będą wdzięczni i wezmą je na wychowanie...
I Migujew zdecydował zanieść niemowlę bezwarunkowo do Miełkina, jakkolwiek willa kupiecka położona była na przeciwległym krańcu letniska, nad samą rzeką.
— Byle mi się nie rozwrzeszczało i nie wypa-