Strona:Anioł Stróż Chrześcianina Katolika.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Któż jest serca tak twardego,
By dziś z Matką Pana swego
Bardzo rzewnie nie płakał?
Któżby się nie wzruszył w sobie,
Pomnąc o ciężkiéj żałobie
Matki z Synem jedynym?
Dla złości ludu swojego,
Widziała tak zmęczonego,
Jezusa, Syna swego.
Widziała kochanka swego,
Od wszystkich opuszczonego,
Gdy na krzyżu umierał.
Cna Matko, źródło miłości,
Niech czuję gwałt Twéj żałości,
Dozwól mi z sobą płakać. —
Spraw, by z miłości gorzało,
Me serce, Boga kochało,
Spraw, niech Mu się podobam.
Święta Panno, dopuść na mnie,
Niech ran Syna twego znamię
Mam w sercu mém wyryte.
Twego Syna zranionego,
Tak bardzo dla mnie zbitego,
Ze mną mękę podzielaj.
Niech z Tobą i moim Panem
Ból czuję ukrzyżowanym,
Dokąd duch w ciele mojém.
Pragnę stać pod krzyżem z Tobą,
Dzielić się z Twoją osobą
Okrutnym żalem Twoim.
Ze wszech panien Panno zacna,
Bądź tak, proszę, na mnie baczna:
Daj się z Tobą napłakać.