Strona:Andrzej Strug - Pieniądz T. 1.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


każda myśl, każdy najprzelotniejszy moment wewnętrznego życia. Ruchliwa, niespokojna, bolesna, radosna, tragiczna, szydercza, mieniła się jej twarz w samotnej zadumie, pełnej dziwów, zagadek, cierpień, radości.
Na chwilę podnosiła powieki i wielkie, zielonkawe oczy roztwierały się jakby ze zdumienia. Przeobrażała się nie do poznania, patrząc uparcie w coś niewiadomego. Ręce, ujmujące książkę, siliły się by uczynić jakiś ruch. Poruszały się niespokojnie blade palce, ozdobione pierścieniami o wielkich, ciemnobłyskających kamieniach. Wysiłek w oczach, wysiłek w całej postaci ku ogarnięciu i zrozumieniu czegoś najtrudniejszego...
Aż opadały powieki, opadały ręce i całą postacią spoczywała w bezwładzie w olbrzymim, głębokim fotelu, obitym wytłaczaną skórą. Głowa jej, okręcona ciężkim zwojem kasztanowatych włosów, przechylała się wtył, na wymyślnie wzorzyste oparcie, a rysy twarzy zastygały w nieruchomości, zapadały się w głąb popod ciemne brwi, zaciśnięte powieki, usta układały się w linję marmurowego spokoju.
Jenny zdawała się umarłą. Spoczywała godziny w martwocie myśli, bez ruchu, zda się bez oddechu.
Przed nią, jak okiem zagarnął, groźnie piękny i ponury w swej martwocie świat. Wielki, oszklony olbrzymiemi taflami i tonący w kwiatach balkon wisiał w przestrzeni.