Strona:Andrzej Strug - Dzieje jednego pocisku.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tulił się pocisk do panieńskiego ciała, ciężył, dolegał. Przejmował dreszczem jego martwe dotknięcie. Szło od niego zimno, jak gdyby się już zaczynało jego dzieło śmiertelne. Drgało ze wsrętu żywe, gorące ciało pod mrożącą dłonią śmierci, poczuła dusza zimno nicości.
Rwały naprzód konie, lekko bujała się kareta na gumowych obręczach. Do półmroku wnętrza zaglądały blaski i kształty świata, który przemykał się zwyczajny i codzienny, a tak już teraz obcy. Głuchym odgłosem, jakby zdaleka, przychodził gwar ulicy. Już ją coś dzieliło od świata, już ją coś oddalało od życia.
Zamknęły się już wszystkie troski, urwały się wszystkie myśli, zamiary, obawy, nadzieje. Pozostało jedno jedyne — na całym świecie. To ten jej czyn. W nieograniczonej pustyni stoi z nim sam na sam i wpija się w niego myślą ze śmiertelnem ukochaniem. Wszystkie upragnienia, wszyskie siły duszy i cała władza rozumu jęły się jednego prostego zadania. Wyzuły się z pamięci żmudne przygotowania, przeciwieństwa, niebezpieczne trudności. Wydało się wszystko łatwem i z ulgą odetchnęła dusza, jakby się już wszystko dokonało.
Pozostaje jeszcze jedno — ostatnie, szybkie, najłatwiejsze. Ku temu niosły ją konie tęgim kłusem. I uśmiechnęło jej się słonecznie szczęście tryumfu, zwycięstwa. W tej ostatniej chwili miły jej był ten wytworny strój, ten zbytek, którego nie znała nigdy w życiu. Miała poczucie swojej piękności, ogarnęła ją duma czynu, który zamie-