Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

mach, tylko o rzeczach powszednich, materyalnych: o sposobie smarzenia naleśników z konfiturami lub o tem, czy lepiej sypiać na włosiu czy na puchu; przetrwała więc bez przeszkody aż do kawy, przy której para grubasów ssała z lubością, karmelki, łokcie o stół oparłszy.
Miło było widzieć te zadowolnione, ufne i spokojne spojrzenia, co z sobą zamieniali ci towarzysze żłobu i podściółki. Oni — nie mają ochoty się rozłączyć! Jan dostrzega to spojrzenie, w tej salce, z którą się tak zżył, tak pełnej wspomnień i nazwyczajeń, przyczajonych w każdym kąciku... Ogarnia go odrętwienie, pod wpływem znużenia, trawienia i otaczającego dobrobytu... Fanny, śledząca go nieznacznie, przysuwa zwolna krzesło, tuli się doń nogami, wsuwa mu rękę pod ramię.
— Słyszysz? — rzekł nagle — dziewiąta... prędko... bądź zdrowa... Napiszę do ciebie.
Zerwał się, wyskoczył z pokoju i przebiegłszy na drugą stronę ulicy, chciał otworzyć baryerę od pasażu... wtem, dwie ręce obejmują go wpół... „Uściskaj mię przynajmniej...“
Porywa go pod peniuar otwarty, w którym jest naga; czuje się przelękniony tą wonią, tem ciepłem ciała kobiecego, wzburzony pocałun-