Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

ka nie zawadzała, przynosiło zaszczyt podwójnej czujności, Rosario i starej Pilar.
Zastali towarzystwo przy obiedzie, gdyż z powodu mylnej wskazówki, całą godzinę zajęło im krążenie do koła jeziora, po ścieżkach, pośród dużych murów ogrodowych. Jana do reszty zmieszało zimne przyjęcie gospodyni, obrażonej tem opóźnieniem, również jak i osobliwy widok trzech starych park, którym go Rosa przedstawiła, swym furmańskim głosem. Były to trzy „elegantki“ jak się nazywają znakomite kokotki, pomiędzy sobą: trzy stare zalotnice, zaliczające się do gwiazd drugiego cesarstwa i nazwiska ich: Wielkie Cob, Sombrensa, Clara Desfous taki miały rozgłos, jakby wielkiego poety, albo wsławionego zwycięzcy generała.
Elegantki te — prawda, że zawsze niemi były — postrojone według najświeższej mody, w kolory wiosenne, ślicznie przyozdobione, od kołnierzyka do bucików, ale takie zwiędłe, wymalowane, wyfiokowane! Sombreuse, z okiem obumarłem, bez rzęs, z wargą obwisłą, macała ciągle dokoła talerza i szklanki; Desfous, ogromna, krostowata z bańką wody gorącej pod nogami, rozkładała na obrusie biedne palce, po-