Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

wiczne zerwanie, które miało przygotować, bez wstrząśnięć, koniec ich stosunun, było cięciem noża ogrodniczego, odżywiającem drzewo wysilone. Prawie codzień pisywali do siebie te czułe bileciki, co zdradzają niecierpliwość zakochanych; albo też wyszedłszy z ministeryum, wstępował Jan do kancelaryi na miłą gawędę, w godzinie przeznaczonej na robótkę szydełkową. Fanny powiedziała lokatorom, że jest jej krewnym, mógł więc pod osłoną tej nieokreślonej nazwy, spędzać czasem wieczory w salonie, o tysiąc mil od Paryża. Poznał rodzinę peruwiańską, z licznym pocztem panien, w dziwacznem i jaskrawem ubraniu, siedzących do koła pokoju, jak papugi na grzędach; usłyszał cytrę panny Minny Vogel, obwieszonej wieńcami, jak tyka od chmielu. Zobaczył jej chorego, ochrypłego brata, który zapalczywie wtórował głową rytmowi muzyki, przebierając palcami po niemym klarynecie, jedynym, jakiego było mu wolno używać. Grał w wista z holendrem Fanny, jegomością grubym, ociężałym, łysym, niepozornym, który opłynął wszystkie oceany, jakie są na świecie i zapytany o Australię, gdzie niedawno przebył kilka miesięcy, odpowiadał, przewracając oczami: „Zgadnijcie, poczemu