Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

rozwścieczone zwierzę, gotowa porwać się na człowieka.
Gaussin przypominał sobie, że ją widział w takim stanie na ulicy de l’Arcade; ale tym razem przeciw niemu zwracała się ta rycząca nienawiść, która zradzała w nim pokusę rzucić się na kochankę i bić ją; w tych bowiem miłościach zmysłowych, gdzie niema czci i szacunku dla istoty ukochanej, zwierzęcość zawsze bierze górę, tak w gniewie, jak i w pieszczotach. Przeląkłszy się samego siebie, uciekł do bióra i całą drogę obarzał się na to życie jakie sobie stworzył. Nauczy go to oddawać się takiej kobiecie!... Co bezeceństw, co szkaradzieństw!... Siostrom, matce, nikomu nie darowała... jakto! nie miałby nawet prawa pojechać do swoich. W jakiemże się zamknął więzieniu? Uprzytomniła mu się cała historya ich stosunków, widział piękne, obnażone ramiona egipcyanki, oplecione wkoło jego szyi owego wieczoru, po balu, co go trzymały despotycznie i silnie, odrywając od przyjaciół i rodziny — uczynił nieodwołalne postanowienie: tegoż wieczoru bądź co bądź, pojedzie do Castelet.
Po załatwienia niektórych interesów i uzyskaniu urlopu w ministeryum, wcześnie wrócił