Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Mówiła o nim bez skrupułów, jakby o obcym, bez niesmaku i wstydu a Jan słuchał jej z przestrachem. Ten ojciec!... ta matka!... wobec surowego oblicza konsula i anielskiej twarzy pani Gaussin!... Zrozumiawszy nagle powód milczenia kochanka, odrazę jego do tych mętów społecznych, jakiemi się obryzgiwał przy niej, rzekła Fanny tonem filozoficznym: „We wszystkich rodzinach, jest mniej więcej to samo; nie odpowiadamy za to.. ja mam mego ojca Legrand; ty, stryja Cezarego“.