Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

znamy się lepiej, nie mamy powoda taić nic przed sobą. Urodziłam się w Moulin-aux-Anglais, w okolicy Paryża, z tego oto ojca, dawnego dragona, który z obowiązku swego odbywał ciągle drogę z Paryża do Châtillon i ze służącej z oberży, pomiędzy jednem pojawieniem się jego a drugiem. Matki nie znałam, bo umarła przy połogu, ale gospodarze stacyi, poczciwi ludzie, zmusili ojca, żeby przyznał córkę i mamkę opłacał miesięcznie.
Nie śmiał odmówić, gdyż był tam dużo dłużny i gdy Fanny miała lat cztery, zaczął ją wozić jak pieska, sadowiąc u góry, pod płócienną budą. Bawiło ją to przemykanie się po drogach, światło latarń biegnących z obu stron wozu, parające i dyszące grzbiety u koni, sypianie w ciemnościach, na wietrze, przy odgłosie dzwonków.
Ale ojcu Legrand w prędce się sprzykrzyło to pozowanie na ojcowstwo. Niewiele to wprawdzie kosztowało, jednakże musiał żywić i ubierać tę smarkatę. Przytem stała mu na zawadzie do ożenienia się z pewną wdową po ogrodniku, mającą banie szklane do melonów i kwatery kapusty. Wzięła go chrapka. Fanny czuła wtedy bardzo wyraźnie, że ją ojciec chce zgu-