Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na to odpowiedział ptaszek:
— Nie żałuj nigdy tego, czego już nie możesz naprawić.
Nie pragnij tego, czego nie możesz dostać.
Nie wierz w to, co jest niemożliwe.
Usłyszawszy rady ptaszka, właściciel ogrodu rzekł:
— Istotnie — nauczyłeś mię swemi słowami, jak należy unikać smutku. Rady twoje są mądre. Dla tego darowywam ci wolność.
To mówiąc uwolnił ptaszka z sieci i puścił go na swobodę.
Ptaszek zatrzepotał wesoło w małe żwawe skrzydełka, i, usiadłszy na gałązce kwitnącej jabłoni, zaczai się śmiać wesoło.
Właściciel ogrodu zdziwił się bardzo i podniósł głowę do góry.
— Czegóż ty się śmiejesz? — zapytał ptaszka.
— Z radości, że odzyskałem swobodę. Ale oprócz tego śmiać mi się chce z głupoty ludzkiej. A przecież ludzie mówią, że są najmądrzejszemi stworzeniami na świecie. Gdybyś był rzeczywiście najmądrzejszem stworzeniem, to zostałbyś i najbogatszym człowiekiem.
— Jakim sposobem? — zapytał właściciel ogrodu, patrząc ze zdziwieniem na ptaszka.
— Gdybyś, zamiast darowywać mi swobodę, wsadził mię raczej do klatki. Dowiedz się bowiem, że ja codzień znoszę jajko brylantowe, wielkości kurzego. Pomyśl tylko, jakie skarby miałbyś w swojem posiadaniu.