Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ka już razy. Jest ona bardzo zniszczona, i w niektórych miejscach jest tak zamazana, że ledwo mogę odsylabizować, co tam jest napisane.
Gdy nazajutrz królewicz spotkał w lesie Jasia, pokazał mu nową, ładnie oprawioną książeczkę.
— Chciałem ci tę książeczkę pożyczyć, rzekł do pastuszka. Jeżeli jednak przeczytasz mi bez omyłki całą stronę, to postanowiłem ci ją podarować.
Chłopiec niezwykle się ucieszył, gdyż postanowił zdobyć książkę. To też cały dzień pilnie odczytywał pierwsze sześć stronic, aby mógł je przeczytać jaknajprędzej królewiczowi.
Następnego dnia, gdy spostrzegł w oddali królewicza, podbiegł do niego i zawołał:
— Umiem już dobrze czytać pierwsze sześć
Stron.
I rzeczywiście bez błędu przeczytał całą powiastkę.
Królewicz wysłuchał uważnie i ofiarował chłopcu książeczkę.




Pewnego dnia do pałacu przyjechał ze stolicy król, pragnąc zobaczyć syna i przekonać się, jakie postępy robi w naukach. Podczas obiadu królewicz opowiedział ojcu o Jasiu, o jego uczciwości, o chęci do nauki. Król słuchał uważnie, jakby w głowie jego dojrzewała jakaś