Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie o to mi chodzi, czy Antoś będzie wiedział, czy nie? Cóż bowiem mi to pomoże, choćby cały świat nie wiedział, jeśli postąpię źle. Nie, nie, bardzo dziękuję za pańską monetę.
— Ale może ty, chłopcze, nie wiesz, ile warta jest ta moneta. Gdybyś zmienił ją na miedziaki, to mógłbyś zapełnić niemi cały kapelusz. A co rzeczy mógłbyś za tyle pieniędzy kupić! Zastanów się dobrze nad tem, co robisz?
— To prawda! westchnął chłopiec, jest to bardzo duża moneta! A mój ojciec jakby się ucieszył, gdybym mu naraz tyle przyniósł pieniędzy!
Lecz natychmiast zawołał z siłą:
— Nie, nie! nic mnie nie skusi! To, co przyrzekłem Antosiowi, spełnię, i za nic w świecie przyrzeczenia nie złamię!
Po tych słowach zdjął kapelusz i chciał pożegnać się z panami:
— Muszę już moje owieczki zapędzić do domu.
Wtedy jednak podbiegł do Jasia strzelec, który przyszedł razem z nauczycielem i słuchał z boku całej rozmowy. Zrozumiał on doskonale, że nauczyciel chce wypróbować uczciwość chłopca; podbiegł więc do pastuszka, schwycił go za rękę i zawołał podniesionym głosem:
— Ty, zły dzieciaku! to tak słuchasz rozkazów królewicza? Już ja cię na ę posłuszeństwa! Albo natychmiast pokażesz gniazdo, albo powieszę cię na tej oto gałęzi!