Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chora mateczka.


Pani B. pewnej nocy nagie zachorowała. Gdy dzieci rano powstawały i przyszły do pokoju, aby się przywitać, jakież było ich zdziwienie, gdy zobaczyły mateczkę leżącą w łóżku, a obok nieznajomego pana, który, jak objaśniała służąca Marysia, był doktorem i przyszedł aby zapisać mateczce lekarstwo?
— Czy bardzo chorą jesteś mateczko? — zapytała Elżunia, najstarsza córka, a matka kiwnęła w milczeniu głową na znak potwierdzenia.
Lekarz zapisał lekarstwo, które chora powinna była co pewien czas przyjmować i wyszedł. Wychodząc zaś, i zalecił dzieciom, aby się zachowywały grzecznie i cicho, gdyż hałas szkodzi choremu.
— O, my będziemy się bardzo cicho zachowywać — odparła Elżunia. Oby tylko mateczka była jaknajprędzej zdrową.
— Odstawię w kąt mojego konia na biegunach i odłożę trąbkę — powiedział mały Aleksander, a najmłodsza Maniusia dodała: