Strona:Aleksander Szczęsny - Pieśń białego domu.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

złożyli przed nią ukłon taneczny. — Przypominam sobie z panem moje lekcje tańców, mamo — rzekła dziewczynka, — bo samej przecie za nudno tańcować.
— Właśnie chciałam ci powiedzieć — rzekła na to matka — o miłej dla ciebie niespodziance. Sąsiedzi na imieniny urządzają u siebie bal dla młodzieży, jutro pojedziemy razem do miasta, aby ci wybrać jaką ładną sukienkę.
Odtąd dziewczynka mówiła z panem tylko o nadchodzącym balu. Będzie tam cała orkiestra, a między gośćmi wielu dorosłych panów w czarnych balowych strojach. Znała ich prawie wszystkich i wymieniała po kolei, ale żaden z nią jeszcze nie tańczył, tak jak to niedługo nastąpi. Ona sama włoży po raz pierwszy prawie zupełnie długą suknię, a na szyję — piękny naszyjnik, kupiony niedawno przez ojca. Pan słuchał jej opowiadań, ale milczał i nie miał już na twarzy tak uprzejmej miny, jak przedtem. Wiedział on jeszcze jedno, co zapamiętał sobie też z czasów pobytu w fabryce od jednej starej, wspaniałej, wiele już razy przerabianej i odświeżanej tam lalki że: — ludzie również łatwo zapominają o nas, jak przedtem kochali, kiedyśmy im wiele zastępowały. — Te słowa wspaniałej doświadczonej lalki dźwięczały teraz ciągle w porcelanowej głowie pana, który tak się w ostatnich czasach przyzwyczaił do zaufania dziewczynki, że radby o nich nazawsze zapomnieć. Na balu chciałby, aby dziewczynka z nim tańczyła tak jak niedawno w salonie, czuł się do tego zupełnie odpowiedni, a tu wiedział, że tak nie będzie. Myśli te tak mu zmieniły twarz, a zresztą były to pierwsze jego i ostatnie myśli, że dziewczynce zajętej przygotowaniami do prawdziwej zabawy, wydał się śmiesznym.
— Zniszczonaś już mocno moja dziecinna lalko, — powiedziała mu kiedyś, zostawiając go na ławce w ogrodzie.
A kiedy później trochę przechodziła tamtędy nieopodal, dzieci ogrodnika zbierały maliny.
— Dzieci, chcecie tę starą lalkę — zawołała na nie dziewczynka a zamorusane dzieci podbiegły z wesołemi krzykami.