Strona:Aleksander Szczęsny - Baśnie Andersena.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

czki przy świetle księżyca. Tu znów powiało wonne, łagodne powietrze, napełnione zapachem róż.
I oto wędrowcy znaleźli się nad rzeką przejrzystą, jak powietrze, gdzie pluskały się ryby srebrne i złote. Niektóre z nich świetnie purpurowe miały iskrzące, fioletowe plamki, a liście róż wodnych mieniły się barwami tęczy. Piękny, marmurowy most rzeźbiony, niby koronka, prowadził przez wodę na wyspę szczęśliwości, gdzie kwitł ogród rajski.
Wiatr wschodni wziął znów księcia na ramiona i przeniósł go na drugą stronę. Tam liście i kwiaty śpiewały najpiękniejsze historje z jego dzieciństwa, śpiewały tak cudownie, jak żaden głos ludzki tego nie potrafi.
Czyżby to były palmy, czy jakieś olbrzymie wodne rośliny, które tam rosły? Tak wielkich i grubych drzew nie widział jeszcze książę nigdy. Niby długie festony zwieszały się wkoło nich wijące rośliny, podobne z kształtu do tych, jakiemi malarze ozdabiali stare księgi podań, malując je farbami i złotem i oplatając niemi początkowe litery treści. Na tej cudownej wyspie książę widział najwspanialsze zbiorowisko ptaków, kwiatów i pnączy, zupełnie jak w owych książkach. W trawie stał cały tłum pawi z rozpuszczonymi, iskrzącymi ogonami i dopiero, gdy książę obejrzał je z blizka ujrzał, że to też są rośliny. Lwy i tygrysy pomykały, jak oswojone koty w gęstwinie, gdzie pachniało kwieciem migdałowem, gołębie, jak najpiękniejsze perły, spadały im prosto na grzbiety, a nawet bojaźliwe antylopy zbliżały się do nich, chwiejąc główkami, jakby chciały należeć do wspólnej zabawy.
Wreszcie zbliżyła się księżniczka raju. Szaty jej jaśniały, jak