Strona:Aleksander Arct - Spiskowcy (1907).djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   5   —

Tymczasem w zagrodzie pod «Złotą Koroną» — gwar śmiechy i coraz większa wrzawa.
To żołdacy książęcy, siedząc przy stołach, popijają piwo i śpiewają wesoło:

Niech żyje wielki książę nasz,
Waleczny Herman Gessler!
Wychylmy kufle do dna!
Niech wnoszą świeży piwa dzban,
Wiwat nasz waleczny pan,
Potężny Herman Gessler!

Naraz drzwi rozwarły się z hukiem: do gospody wszedł Arnold, a za nim reszta towarzyszów.
Na ich widok z za bufetu wyszła stara gospodyni i zbliżając się przywitała nowoprzybyłych uprzejmym ukłonem.
— Grüss Gott! Grüss Gott![1] Witajcie, mili goście! Siadajcie, proszę, ot tam pod ścianą — wskazała ręką — wolne miejsca.
Grüsse[2] — odparł Arnold i obrzuciwszy dumnym spojrzeniem książęce sługi, przeszedł koło nich z hardo podniesioną głową i usiadł przy stole, w rogu gospody.
Obok niego na szerokich ławach i drewnianych stołkach zajęli miejsca towarzysze.
— Czym mogę wam służyć? — spytała gospodyni.
— Dajcie nam, matko, dzban kawy, mleka i kilka bochenków chleba! — odparł Arnold. Jesteśmy zdrożeni i głodni.

Ujrzawszy nowoprzybyłych, żołdacy prze-

  1. Niech będzie pochwalony.
  2. witam.