Strona:Aleksander Arct - Spiskowcy (1907).djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   38   —

— Jestem Fürst, teść Telia — rzekł starzec. — Błagam cię, panie, puść go na wolność!
Słysząc to, Gessler zmarszczył groźnie brwi i najechawszy na Fürsta, krzyknął straszliwym głosem:
— Toś ty Fürst, teść Tella? Wyborny przypadek! Chciałem cię roztratować, ale postąpię z tobą jeszcze lepiej.
— Friessharcie, zdejm pas i tręzle ze swego konia, przywiąż tego starca do końskiego ogona i wlecz na zamek! Zanim pochwycę Tella, ten zuchwały starzec srogo mi zapłaci za postępek swego zięcia! Byłem za dobry dla tego nędznego i krnąbrnego narodu, lecz litość moja już się wyczerpała! Przy pomocy austryjackich pułków ogniem i mieczem zmuszę ich do uległ...
Nie dokończył! W powietrzu rozległ się świst strzały, która utkwiła w jego piersi.
Jęknął, chwycił się za serce i — stoczył się z konia na ziemię!

∗                              ∗

Jadwiga, żona Tella, siedziała przy kołowrotku i przędła. Na jej bladej twarzy malował się głęboki smutek. Spoglądając od czasu do czasu w okno, za którym widniały łąki i kilka wzgórz w oddali, wzdychała i pokiwawszy smutnie głową nad swoją niedolą, zabierała się do dalszej pracy.
Naraz drzwi się otwarły i do izby wbiegł Walter.
— Mateczko! — zawołał. Czy wiesz? Trafiłem w sam środek tarczy. Ojciec mię pochwali...
— Co to? — dodał, zbliżając się i zaglądając matce w oczy. — Mateczka znowu płakała? Oczy takie zaczerwienione!