Strona:Aleksander Arct - Spiskowcy (1907).djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   37   —

przerywał szelest rozsuwających się krzaków, porastających zbocze skały. Wśród krzaków ukazał się Tell.
Fürst odwrócił głowę i cicho spytał:
— Czy już jedzie?
— Tak! — odparł Tell. Jest za zakrętem drogi. Poprzedza go Friesshart. Staraj się ich powstrzymać.
Zaledwie Tell miał czas się ukryć, nadjechał Friesshart i ujrzawszy Fürsta, zawołał:
— Kto jesteś i co robisz w tym parowie?
— Z Altdorfu idę do Küssnacht — odparł Fürst. — Jestem stary i słaby, zmęczony drogą — odpoczywam.
— Po co idziesz do Küssnacht?
— Chcę prosić księcia o wypuszczenie na wolność Tella.
Usłyszawszy to, Friesshart zaśmiał się złowrogo i rzekł:
— Starcze! Radzę ci nie wspominać księciu o Tellu. Umykaj, pókiś cały, bo książę lada chwila nadjedzie.
— To dobrze! — odparł Fürst. — Na drodze łatwiejszy do niego dostęp, niż w zamku. Nie jestem jego sługą, więc się go nie boję.
— To rzekszy, powstał i stanął na środku drogi.
Na tę chwilę nadjechał Gessler z Rudolfem der Harras.
— Z drogi, szalony starcze! — krzyknął Friesshart i chwycił go za ramię.
— Potężny książę! — zawołał Fürst, pasując się z Friesshartem — wysłuchaj mojej prośby!
— Puść go! — rozkazał Friesshartowi Gessler. — Mów, czego sobie życzysz, byle prędko! — zwrócił się do Fürsta.