Strona:Aleksander Arct - Spiskowcy (1907).djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   36   —

go, wyskoczyłem z łodzi na brzeg i zamiast przytrzymać łódź — silnym pchnięciem nogi odepchnąłem ją na rozhukane fale! Zanim się Gessler i jego zausznicy opamiętali i strzelili do mnie, byłem już w gęstwinie.
— Proponuję — zawołał Fürst — żebyśmy jaknajprędzej udali się do Brunnen, tam bowiem Gessler, w razie jeśli się uratuje od śmierci, może wylądować. W chwili, gdy wysiądzie na brzeg, napadniemy na niego i — uwolnimy Szwajcarję od jego rządów.
— Nie chcę przelewu krwi niewinnych ludzi — odparł Tell. — Jestem bowiem przekonany, że z żołdakami Gesslera trzeba będzie stoczyć morderczą walkę. Zresztą — dodał ponuro — Gessler należy do mnie. Niech nikt się nie waży strzelać do niego. On musi paść od strzały z mego łuku!
— Rozkazuj! — zawołali Arnold i Konrad. — Jesteśmy ci oddani na życie i śmierć.
— Otóż, drogi teściu — rzekł Tell — proponuję, żebyśmy nie zwłócząc udali się do Czarnego wąwozu i ukryli w najwęższym przesmyku, nieopodal zamku Küssnacht. Jeśli Gessler zginie na jeziorze — tym lepiej dla nas. Jeśli zaś wyląduje w Brunnen, tylko przez Czarny wąwóz może się dostać do swego zamku. Tam ukryci w załomach skał, będziecie czekali na mój znak. Jeśli chybię — wówczas dopiero Gessler padnie od waszych razów.

∗                              ∗

Po burzy nastąpił pogodny wieczór. W Czarnym parowie na przydrożnym głazie pod skałą siedział Fürst.
Po niejakim czasie ciszę zalegającą wąwóz,