Strona:Aleksander Arct - Spiskowcy (1907).djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   31   —

— I zwróciwszy się do księcia — krzyknąłł:
— Każ i mnie okuć w kajdany!
— Walterze — rzekł Tell — uspokój się, wracaj do matki, bądź jej pomocą i módl się z nią do Boga o moje życie.
Chciał pocałować syna, lecz pachołkowie, odepchnąwszy Waltera, związali Tellowi ręce i nogi, i wsadziwszy go na konia, pocwałowali za Gesslerem.
Walter wyciągnąwszy ręce, z okrzykiem rozpaczy chciał biec za uciekającemi.
Mieszczanie zatrzymali go przemocą i zaczęli tłumaczyć, żeby usłuchał rady ojca i wracał do domu.
— Puśćcie mię! — wołał Walter, wyrywając się z ich rąk. — Ja nie chcę wracać do domu. Zbiorę garść odważnych ludzi i pośpieszę na pomoc ojcu. Tchórze! — dodał, obrzucając mieszczan śmiałym spojrzeniem. — Drżąc ze strachu przed nienawistnym vogtem pozwoliliście mu uwięzić bezkarnie mego ojca!
Na placu powstało wielkie poruszenie.
— Jak śmie ten zuchwały malec przymawiać nam, ojcom rodzin! — wołali jedni.
— Walter mówi prawdę! — odzywali się inni. — Wstyd nam i hańba! Gorzka prawda, jaką ten chłopiec rzucił nam w oczy, musi nas oprzytomnić i dodać odwagi do walki.
— Rozstąpić się, rozstąpić! — rozległy się naraz wołania. — Idzie Walter Fürst, dziadek tego malca!
— Walterze! — wołał Fürst — Walterze!
— Dziadku, ratuj ojca! — krzyknął Walter i wybuchnął głośnym płaczem.
— Dlaczegoś przyszedł zapóźno! — zawołał po chwili. — Czy wiesz, że ci zbóje porwali ojca! Ratuj go, nie daj go zabić!