Strona:Aleksander Arct - Spiskowcy (1907).djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   32   —

— Nie dam! — odparł mocnym głosem Fürst. — Uspokój się, drogi Walterze i wracaj do domu. Przy pomocy Arnolda i brata Konrada zdobędę zamek w Küssnacht i Wilhelma uratuję!
— Bracia! — zakrzyknął Arnold zwracając się do zebranych mieszczan. — Opuściwszy gościnny dom Tella, przebywaliśmy w domu Fürsta i obradowaliśmy co do oznaczenia dnia powstania. Otóż, bracia, dzień ten już nadszedł. Związani świętą przysięgą, dziś rozpoczniemy walkę z wrogiem. Dziś rozpalimy ogniste słupy na górach. Musi paść w gruzach zamek ciemięzcy. Przedewszystkim ruszajmy bezwłocznie do Küssnacht na ratunek Tella. Ten dzielny człowiek z narażeniem życia wyratował mnie i brata Konrada od śmierci. Obowiązkiem naszym nadstawić dziś pierś za niego! Komu wola — za mną!
— Prowadź nas! — zakrzyknęli altdorfczycy.

∗                              ∗

Olbrzymie nawały chmur, zakrywające szczyty gór, nie wróżyły pogody.
Drogą Axenstrasse, łączącą Altdorf z Brunnen, smagany wichrem i deszczem szedł spory zastęp ludzi, uzbrojonych w łuki, samopały, miecze, lance i kopje. Orszak prowadzili Fürst, Arnold i Konrad.
Fürst, otulając się płaszczem, ściskał pięście i mruczał:
— Tam do licha! Do Brunnen jeszcze daleko, a tu burza sroży się coraz gorzej!
— Co mówicie, Walterze? — spytał go Arnold.
— To mówię — rzekł gniewnym głosem Fürst, że z powodu burzy wyprawa nam się nie uda.