Strona:Aleksander Arct - Spiskowcy (1907).djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   23   —

Winkelried — bo jak mówiłeś — Rütli leży niedaleko od Brunnen.
— Tak jest — odparł Baumgarten. — Dzieli nas od samotnej, leśnej chaty zaledwie paręset kroków.
— Zawróćmy teraz na prawo w las! Hej, tam ostrożnie! — zawołał na idących z tyłu — pilnujcie się, bo w lesie ciemno, a droga stroma i niebezpieczna.
Po kilku minutach stanęli przed opuszczoną chatą.
— To niespodzianka! — zawołał Baumgarten. Jesteśmy pierwsi. Górą Unterwalden!
— Bracia, nałamcie gałęzi i rozpalcie ognisko! Będzie nam cieplej!
Kilku ludzi spełniło jego rozkaz.
Wtym nocną ciszę przerwały oddalone dźwięki dzwonów.
— Klasztorni bracia w Szwyz dzwonią na nocne modlitwy — odezwał się Winkelried. — Powietrze jest dziś bardzo czyste, bo dźwięki dochodzą do nas z wielkiej odległości.
— Kto idzie? Odezwij się! — zawołał Burkhart, zauważywszy, że z leśnych ciemności wyłania się kilka postaci.
— To ja, Staufacher — zabrzmiała odpowiedź. Przychodzę z Fürstem i Wilhelmem Tellem.
— Witajcie, witajcie! — zawołali unterwaldczycy.
Staufacher usiadł na stopniu wiodącym do wejścia chaty i odetchnąwszy, rzekł:
— Baumgartenie, ciebie poznałem po głosie, reszty zaś braci nie znam. Zanim płomienie ogniska oświecą ich twarze, powiedz, kto przyszedł z tobą?
— Jestem w towarzystwie Winkelrieda, Meiera z Sarnen, Burkharta, Arnolda z Sewy i Klausa z Flüelen. Każdy z nich przyniósł mi ze swe-