Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/474

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zwrócił w inną stronę kierunek życia budzącego się poety: Syrokomla zakochał się w młodziutkiej kuzynce Adolfa Dobrowolskiego, pannie Paulinie Mitraszewskiej. Mówiono później, że kochał inną kobietę, a chcąc zapomnieć gorycz odebranej odmowy, «serce żądne kochania oddał pierwszej miłej dzieweczce, którą spotkał, i poprzysiągł być jetowarzyszem do zgonu,» («Wł. Syrokomla» J. I. Kraszewskiego). Domysł to niesłuszny, o ile wnosić wolno z tego, co sam o sobie później pisał. On miał lat 21, ona mało co więcej nad 16, kiedy pobrali się w r. 1844. Oboje nie mieli środków do życia i musieli ich szukać w pracy. Jako dar przedślubny otrzymał Syrokomla egzemplarz «Historyi literatury polskiej» Wiszniewskiego. Cieszył się z tego daru więcej niż z posagu — i słusznie, bo znalazł w nim skarb nieprzebrany dla żądnego wiedzy umysłu. Książka ta stała mu się impulsem do napisania później historyi literatury Na razie stosunki ułożyły się w ten sposób, że ojciec Syrokomli ustąpił synowi dzierżawę na Załuczu, a sam przeniósł się do sąsiedniej wioski Tulonki. Rozpoczęło się nowe życie bardzo pracowite i płodne. Zamknięty w dwóch izdebkach wiejskiego dworku, dzielił czas między poezyą i zatrudnieniami rolniczemi bez skarg, bez narzekań ze spokojem pełnym poetyckiej pogody. Trochę książek i zasób wrażeń i obrazów, zaczerpniętych z życia, starczyło mu za skarby. Cieszył się, że może się «zaczytać, zamarzyć, umrzeć dla materyalnego świata.» W tej dobie swego życia pisał: «szczęście domowe, miłość ludzka za domem — to moje skarby, to uprzyjemnienia pobytu w pustem i głuchem Załuczu, to moje natchnienia literackie, słowem: wszystko moje.» Nie byłby tak pisał, gdyby szczęścia nie czuł w sobie, gdyby nie kochał szczerze.
Z tego też ustronia powoli począł nawiązywać stosunki literackie; rozpoczęło się współpracownictwo jego w «Gwieździe» kijowskiej, w «Tygodniku petersburskim» i innych pismach, a za pracą szedł rozgłos. Zatrudnienia rolnicze, twarde warunki walki o chleb powszedni, nie zdołały wszakże złamać w nim żywiołowej siły poezyi, tkwiącej w jego duszy, ani go zniechęcić do szukania pokarmu dla duszy i umysłu. Trochę szkolnej łaciny, wykutej z Alwara, dopomogło mu do zapoznania się z poezyą łacińsko-polską XVI w.; tu też powziął plan przekładu poezyj Janickiego, Sarbiewskiego, Szymonowicza i in. Z tego też zacisza wyszły pierwsze próby, które dały poznać Syrokomlę jako poetę: W «Pamiętniku» Podbereskiego ukazał się Błogosławiony Sadoch, a w «Gwieździe» kijowskiej, redagowanej przez Zenona Fisza: Pocztylion, Trzy gwiazdki, Chodyka i in, (1844—1849). Na Załucze przypada najpłodniejszy okres twórczości poetyckiej Syrokomli i pracy literackiej. Z próbek przekładów poetów polsko-łacińskich powstało 6 tomików, wydanych u Józefa Zawadzkiego (1851—1852). Wydawnictwo to objęło Poemata Klemensa Janickiego, Rymy łacińskie Jana Kochanowskiego, Ziemie Czerwonej Rusi (Roxolania) S. Klonowicza i Poezye księdza Macieja Sarbiewskiego; dodatkowy tomik VI mieścił Pienia liryczne Smoguleckiego, koresp. Sarbiewskiego ze Stanisł. Łubieńskim, biskupem Płockim, i wreszcie przedruk Roxolandii z edycyi Piotrowczyka 1584 r. Jakkolwiek znawcy utrzymywali, że zbyt mała znajomość łaciny Syrokomli nie pozwoliła mu zrobić dobrego przekładu, to jednak zasługa spopularyzowania tych poetów — niewątpliwa i wielka — należy się Wł. Syrokomli.
Studya nad epoką Złotego wieku otworzyły mu drogę do badań rozwoju umysłowości polskiej z tego okresu, z czego się wyłonił projekt napisania Dziejów literatury polskiej, projekt, przekraczający nietylko skalę wykształcenia Wł. Syrokomli, ale i jego zasoby biblioteczne. To też, pomimo trudów, braków i zmartwień, doprowadził je tylko do w. XVII. (Wilno 2 t., 1851—1852). Nie posiadała ona cechy suchej erudycyi, lecz była raczej poetycką próbą odtworzenia minionego życia, o ile fale jego odbijały się w poezyi i nauce; stąd też brakło jej gruntowności i ścisłości, lecz posiadała natomiast urok świeżości, płynącej z oryginalności własnego sądu. Zrażony do tej pracy, która go zbyt wiele trudu kosztowała, porzucił ją, a jął się przekładów — dla chleba. Stąd powstała Historya rewolucyi francuskiej Ponjoulat’a (t. 2 Wilno, 1851), Coyer’a Historya Jana Sobiekiego (Wilno, 1852). Oprócz tego przełożył: Historyę wtargnięcia polaków na Wołoszczyznę 1523 r., Jakóba Sobieskiego Pamiętnik wojny Chocimskiej, Dzieje narodu polsk. Maksym. Fredry, Kromera Polskę i innych.
Śmierć ukochanej córki wyrzuciła go nareszcie ze wsi na bruk Wileński. Zdawało mu się, że uciekając od nielubionego rzemiosła rolnego, w mieście znajdzie spokój, łatwiejszy zarobek