Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/416

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rej się nurza duch poety, a serce i pierś oddycha powietrzem, srebrzystemi blaskami przesyconem. Dobrze mu jest, jak żórawiowi wśród pola paprociowego, ale miłość nie wszystkiem jeszcze, nie jest alfą i omegą dusz, do lotów wyższych stworzonych. To też Zoryna przepowiada, że ją porzuci, ale tego, czego szukał nie znajdzie.

Miłość nawet, stróż ten święty,
Jakby anioł mój skrzydlaty,
Wskazywała wyższe światy,
Wyższe męskich dusz ponęty.

............

Idziesz na świat, Bóg wie, po co.
Czego pragniesz, nie pozyskasz,
Tę utracisz, co dziś ściskasz,
Smutki młodość zakłopocą.

Przepowiednia się sprawdziła i oto poemat kończy się przedziwną rezygnacyą:

Cały jednak szczęścia wątek
Składa jakaś cudów chwilka,
Jakiś obraz, uczuć kilka,
Kilka z młodszych lat pamiątek...

Jeżeli charakterystyka kozaków i atamanów niekoniecznie jest w zgodzie z prawdą, jeżeli w opisach przygód, napadów i rzezi nie masz tak posępnego, a tak prawdziwego obrazu, jaki widzimy np. w «Zamku Kaniowskim» Goszczyńskiego — za to jak zdumiewająco pochwycona nuta pieśni ukraińskiej, prześliczne malowidło obszarów stepowych, to coś nieuchwytnego, a tak właściwego tym stepom, po których wichr buja, rozpasany, hulaszczy gdzie duch wieje od fal czarnomorskich, gdzie szumkami i dumkami grają ogrody wiśniowe. Poeta tak przejął się tym światem, który wchłonął całem jestestwem swojem, że przenosząc barwy swojej palety na pola inne, gdzie obraz Ukrainy powinien całkiem zaginąć, nie zdołał i tam jej pozbyć się i, choćby galilejskiego obrazu, jak w «Przenajświętszej Rodzinie,» nie potrafił nie podmalować kolorami swojej Ukrainy.
Jednak, pomimo to wymuskanie i salonowość tych bohaterów, znajdujemy i ich prawdziwe typy, jak np. w Dumie o Mazepie. Dosadnie tam autor wskazuje pychę przewódzców kozackich, którzy drwią z panów. Taki pan Mazepa woli być kniaziem na Rusi, niż paziem u króla jegomości, a Sobieską i Wiśniowiecką nie pogardzi.
W Czajkach widzimy szeroki opis wyprawy pod przewództwem Konaszewicza. Tu Zaleski był już u siebie. Szeroką piersią oddychał, sokolem okiem za liman, ku Czarnemu morzu sięgał.
W poemacie niedokończonym a zatytułowanym Damian, książę Wiśniowiecki, przedstawia życie możnowładzców polskich na Ukrainie i ich stosunek do ludu.
Lat dziesięć przepędzonych w Warszawie, towarzystwo, w jakiem się obracał, gorąca walka pomiędzy romantykami a klasykami, którzy sprawę przegrywali, wszystko to podniecało poetę do pracy na tak wdzięcznem dla niego polu. Oprócz przyjaciół wyżej wymienionych, do rzędu nich zaliczał Odyńca i Mochnackiego, który okrom literatury uprawiał też i muzykę. Mochnacki był dobrym muzykiem i dzielnym wykonawcą znakomitych utworów Mozarta, Beethovena i Webera; a cóż dopiero powiedzieć o Szopenie, którego pieśni podbudzająco oddziaływały na Zaleskiego, poddając duszę jego uczuciom rzewnym, to zmuszając do porywów podniosłych. Te wszystkie czynniki nie pozwalały usypiać muzie; coraz częściej myślą unosił się do stepów rodzinnych, do tej skarbnicy poezyi, a miłość ślicznej panny Róży dodawała ognia do płomienia. Zbliżająca się wojna połączyła Zaleskiego z Mochnackim ściślejszym węzłem przyjaźni. Służyli w I-ym pułku strzelców pieszych, gdzie też poznali i pokochali Augusta Bielowskiego.
Środki materyalne Zaleskiego niezawsze wystarczały na życie w stolicy; czas wolny od nauk poświęcał dawaniu lekcyj w domach prywatnych, co pozwalało mu zaopatrywać się w najkonieczniejsze potrzeby życia. W r. 1825 był nauczycielem w domu pułkownika Górskiego w Leszczynku, gdzie stał pułk strzelców konnych załogą, następnie trudnił się nauczycielstwem u pułkownika Szembeka, w którego też pułku odbył kampanię roku 1831-go.
Nastała Listopadówka; działa zagrzmiały; pieśń musiała umilknąć.
Zaleski opuścił kraj i błąkał się tu i tam po świecie, wreszcie osiadł w Paryżu, do którego ściągali się rozbitkowie zawieruchy listopadowej. Przed osiedleniem się w stolicy Francyi zwiedził Włochy. Z tej epoki mamy kilka sonetów bardzo pięknych, p. n. Nawiedzenie grobu Laury. Sonet pierwszy, zaczynający się od słów: «:Dychampowietrze dawne,» jest tłómaczeniem z Petrarki.