Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/415

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


polskim, że ten stepowy strumień wpłynął «do lackiego morza.»
Obok wieszcza z Czarnolasu mistrzami Bohdana byli: Nestor i zagadkowy pieśniarz «Słowa o pułku Igora.» Z Nestora dowiedział się o wspólnem pochodzeniu szczepowem Rusi; ze «Słowa o pułku Igora» o Bojanie, który odtąd stał się gwiazdą przewodnią w twórczości Zaleskiego. Nie pozostały też bez wpływu i kozacze pieśni Nauma, przyjaciela lachów, o którym zasłyszał od starców i lirników. W dumce «Teligoła» starał się odwzorować te pieśni Naumowe.
Zachęcany przez Brodzińskiego i przyjaciół, roztęskniony przytem za swoją Ukrainą, poczuł potrzebę wylania się na zewnątrz, skrysztalizowania uczuć swoich w misterną formę wiersza, nadania żywego ciała wszystkim miłościom swoim i tęsknotom. «W Pamiętniku warszawskim» i «Meliteli» Odyńca zaczęły się ukazywać drobne utwory Bohdana, które od razu zyskały uznanie. Ludmiła, Trzeci szturm do Stawiszcz były to rzeczy dobre, ale niczem tak bardzo nie odznaczające się, natomiast Spiew poety, Duma o hetmanie Kosińskim, Czajki, Śpiewające jezioro, Duma o Mazepie, Co mi tam, Rusałki, Rojenia wiosenne upoiły Polskę całą i postawiły Zaleskiego w rzędzie niemal najpierwszych poetów. Mochnacki wysoko go stawia, szczery poklask od Mickiewicza odbiera. Lekkość i łatwość w tworzeniu znamionowały niepospolity talent; skończenie artystyczna forma łączyła się z prostotą nieporównaną, podbijała zaś czytelników świeżość uczuć i motywów. Zaleski łamał i wyginał formę, która wszelkim zachceniom jego posłuszna była, ale to robił bez trudu i wysiłku, poddawała się sama woli poety-mistrza. To też żaden z poetów ówczesnych nie miał tylu naśladowców, co Zaleski. Podobał się im ten rozmach ukraiński, ten rozruch sterowy i okrzyk nieoglądający się na nic i na nikogo; zaczęli tworzyć dumy na wzór dum Bohdanowych, pobrali pojedyńcze wyrazy i okrzyki, mniemając, że niemi zastąpią brak talentu. Ta bezmyślność wywołuje gniew Mochnackiego i Mickiewicza, który powiedział: «Ci nasi naśladowcy wzięli tylko hop-hop i cup-cup Zaleskiego.»
Mickiewicz obdarzył swoją przyjaźnią autora «Rusałek», cenił go bardzo, a czyż nie było pochwałą najwyższą, gdy, mówiąc o poezyach Gosławskiego, powiedział: są strofy godne Zaleskiego; w liście zaś do Żukowskiego, poety rosyjskiego, poezye Bohdana arcydziełami nazywa; a w wykładach w Collège de Françe zwie go pierwszym poetą słowiańskim.»
Na poezyi poznają aię najpierw kobiety. «Duma o hetmanie Kosińskim» podobała się rycerskościa swoją i pocałunków odgłosem; śpiewna forma tego wiersza o muzykę prosiła się sama, a mniejsza, że kozacy Zaleskiego są «wymuskani,» jak Chmielowski mówi, mniejsza, że tam, w dumach nie zawsze dopatrzyć można ścisłej prawdy historycznej; ta pewna salonowość rubachów, ta rycerskość barbarzyńców, ten pocałunek miękki ludzi krwi i żelaza — pobudzał do marzeń i rojeń i zwracał oczy piękne na nowowschodzącą gwiazdę.
Zwróciły się na poetę i czarne oczy ranny Róży Żukowskiej, która uchodziła za najpiękniejszą w Warszawie. Szalała za nią młodzież i młody Bohdan zapłonął miłością ku niej. Była to jednak miłość marzyciela, który wybraną swojego serca ubierał w tęczę i kwiaty, nie myśląc jeszcze wcale o założeniu ogniska domowego, o przywiązanych do niego troskach i kłopotach. Prawdopodobnie, że i serduszko panny Róży w motyli romans z poetą zabawiło się. Ze wszystkich wspomnień Zaleskiego o «Zorynie,» jak ją z ukraińska w pieśniach swoich nazywał, widzimy tę miłość najbardziej obłoczną, tęczową, marzycielską. Lgnął ku niej wspomnieniami złotych chwil z nią spędzonych, czarem przeszłości, nie przedstawiając sobie obrazu swojej kochanki inaczej jak na tle pól ukraińskich, w fantastycznem otoczeniu świata rusałczanego. Z chabra polskiego stepowy kwiat wykwitł; syrena warszawska przemieniła się w boginkę fal dnieprowych. W miłośnych nawet urokach poety czuć wpływ Zuja, wpływ wieczornic, to wszystko, czem oddychał chutor i jego mieszkańcy. Panna Róża czarowała postacią i śpiewem, a «śpiewała, jak słowik», mówi poeta.
Pod jej to niewieścim urokiem powstał jeden z najpiękniejszych poematów serca, owiany takim bogactwem fantazyi, że zdaje nam się, czytając ten utwór, iż jesteśmy przeniesieni do zaczarowanego świata bogiń, niby na ziemi, a tak od ziemi dalecy, gdzie spotykają się ludzie nie ludzie, kwiaty nie kwiaty, drzewa nie drzewa. Rusałek nie czytać, lecz śpiewać potrzeba, taka powiewność formy, taki niezrównany czar poezyi. Miłość — to główna oś poematu, to kąpiel wód krysztaliczna, w któ-