Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/399

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


śnie i na jawie marzy o pocałowaniu ust dziewiczych.
Gaszyński nie był zaślepiony co do utworów swoich. W późniejszych wydaniach, które sam przezierał, poddawał je ostremu sądowi swojego rozumu. W ten sposób w zupełne zapomnienie poszedł utwór lat młodzieńczych, wydany w r. 1820 p. n. Dwaj, Śreniawici, romans historyczny z czasów Łokietka.
Do r. 1831 spory już był dorobek literacki młodego pisarza, składał się bowiem z dwóch tomów poezyi, z jednego romansu historycznego i z krotochwili: Waryat z potrzeby, grywanej dość często w Teatrze Rozmaitości.
Wybuch powstania listopadowego w inną stronę odwrócił umysł poety, który pióro na szablę zamienił i znalazł się w szeregach gwardyi akademickiej; przy zbliżeniu się zaś wojsk rosyjskich do stolicy, wstąpił w regularne szeregi batalionu saperów,. który kilkakrotnie zaszczytnie w boju się odznaczył.
Były to chwile dużego zapału, wielkich nadziei i zawodów. W takich chwilach żołnierz-poeta wydobywa najpiękniejsze tony z lutni swojej.
Po przejściu do Prus rozpoczyna się nowa karta jego życia.
Paryż przyciągał do siebie rozbitków ówczesnych. Pośród nich znalazł się i Gaszyński. Pobyt w stolicy Francyi miły mu nie był. Zamiast skupienia się w nieszczęściu, grono rodaków na tysiączne rozbiło się obozy. Obwiniano się wzajemnie, żółć zawodu nie wątroby, lecz serca przegryzała. Od duchowej rozterki i moralnego upadku uratowała Gaszyńskiego — poezya.
W r. 1833 musiał opuścić Paryż z powodu zaszłych zmian w zapatrywaniu się nowego rządu na emigrantów. Udał się do Prowancyi do Aix. Piękność jednak przyrody, ozłoconej słońcem wspaniałem, nie koiła smutków poety. Mary wspomnień, wśród których plątał się i obraz kochanki, nie dawały mu spokoju. Pisał dużo, potrącał o struny różne, lecz najgłośniej ze wszystkich odzywała się struna tęsknoty.
W Prowancyi Gaszyński osiadł na stałe, a choć kilkakrotnie udawał się w podróże dalsze, choć zwiedzane miejscowości upamiętniał zawsze prawie wierszem przygodnym: Prowancya i ludzie ją zamieszkujący, wśród których znalazł gościnę i przyjaźń serdeczną, nęcili go. W Aix jednak było wszystko, co mogło oderwać myśl od smutków gnębiących i umysł zająć. Uniwersytet i uczeni dawali mu możność do pogłębienia wiedzy, muzea i zabytki architektury zatrzymywały jego uwagę na sobie. Ziemia trubadurów wzywała go do poznania jej przeszłości.
Po dziesięciu latach pobytu w Aix (do 1814 r.) Gaszyński dał się poznać jako człowiek wiedzy niemałej. W Memorial d’Aix zrazu pracował jako pisarz, świetnemi artykułami swojemi zasilający pismo, po trzech latach jednak powierzono mu naczelną redakcyę dziennika. Historya Prowancyi dawała mu sporo materyału do pracy. Pisał życiorysy ludzi zasłużonych na polach różnych, opisywał pamiętniejsze okolice Prowancyi z przywiązanemi do nich legendami i podaniami, nie zapomniał także o osobistych wspomnieniach, które rzucił w artykułach: Une causerie de bivauac i Les deux prisonniers d’Etat. Wiele też sonetów jego, pisanych doskonałą formą a zawsze mających myśl podniosłą, wypełniało dziennik. Poza temi jednak dorywczemi pracami, wydał trzy rzeczy, które zwróciły uwagę Francyi całej. Jako niepospolity znawca sztuki okazał się w dziele poważnem: Les cabinets de tableaux et collections artistiques de la ville d’Aix, a także w cennem studyum o kościele aixańskim Saint-Sauveur i Nord et midi. Prócz tego przetłómaczył dwa poematy Krasińskiego: Le dernier (Ostatni) i L’Aube (Przedświt).
Tak więc spędzone lata w Prowancyi, którą «drugą ojczyzną» nazywał, nie dozwoliły zmarnieć tułaczemu duchowi poety. Pozyskał serca takich ludzi, jakimi byli: Scypion du Roure i Wiktor de Laprad, jeden z najzacniejszych poetów francuskich.
Nadeszła jednak chwila, w której opuścił tę drugą ojczyznę swoją. Pożegnał ją pięknym wierszem: «Ty będziesz dla mnie po ziemi ojczystej najmilszą zawsze krainą» i gdy powrócił do niej, to po to, by prochy swoje w niej złożyć.
Teraz do Paryża pociągnęła go dawna przyjaźń Zygmunta Krasińskiego, Zajął się tam wydawnictwem pism przyjaciela. Porzucał jednak często Paryż i udawał się nad brzegi Renu i do kąpieli morskich, a to dla widzenia się z Krasińskim, który był jedynym łącznikiem pomiędzy nim a krajem. W r. 1846 wydał w Paryżu obrazek z życia emigrantów p. n. Pan Dezydery Boczko i sługa jego