Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kiemi wypadkami kieruje, Jankiel, arendarz-artysta, prawa ręka Robaka, a przedewszystkiem cały zastęp szlachty z zaścianka Dobrzyńskiego z Maciejem Rózeczką na czele, toż to cała galerya żywych posągów, ręką genialną mistrza wykutych. Bezwątpienia brak pomiędzy nimi typów tak powszechnie znanych jak księdza proboszcza dobrodzieja, mieszczanina i chłopa. Też same braki występują i w typach kobiecych, a może jeszcze w sposób bardziej rażący. Poeta właściwie. dał nam dwie tylko postaci: Telimeny, kokietki, z marką obcą, a lichą, usiłującej na przekwitłe wdzięki, jak na lep, męża za jakąbądź cenę pochwycić i Zosię, miluchny typ polskiej dzieweczki. Ale gdzie typ poważnej matrony, który miał jednak w pani Podkomorzynie gotowy, gdzie wreszcie młodej mężatki i niewiasty wiejskiej? — to już o te nie pytaj, bo braki te okupuje mistrzowstwem w rzeźbieniu i malowaniu wprowadzonych do poematu postaci. I nietylko postaci. Rzeźbi on i dłótuje wszystkie szczegóły otoczenia, odtwarza, niby w wypukło-rzeźbie zajęcia domowe i sceny domowego pożycia, a co ważniejsza umie oddać słowami i grę na rogu wojskiego, i nocne żabie chorały. A cóż mówić o tem bogactwie natury z całą rozmaitością barw i tonów, z całą magią oświetlenia w najrozmaitszych porach dnia i nocy, co wreszcie o kniejach litewskich, o sadzie soplicowskim, o zamku Horeszków na pół we mgle rannej tonącym, o gaju brzozowym i grzybach, o niebie włoskiem i litewskiem i o niebie gwiazdami zasutem, w którem Wojski czyta, jak w otwartej księdze i swą wiedzą astronomiczną budzi podziw w słuchaczach, na przyzbie soplicowskiego dworu siedzących. A oważ uczta ostatnia, rozbrzmiewająca serdecznem: «kochajmy się! przy stole uwieńczonym serwisem, którego opis może iść śmiało z tarczą Achillesa w paragon! Wszystkie te obrazy, jak nić z motka snują się nieprzerwaną koleją, całe opowiadanie toczy się i rozwija z wolna, niby na wałkach w pleoramie malowane płótno wzorzyście, płynie, jak rzeka olbrzymia spokojnym wspaniałym nurtem, ledwie dla oka dostrzegalnym w swym biegu i, odbijając wciąż w zwierciadlanej fali napotykane na wybrzeżach, a z każdą chwilą zmieniające się przedmioty, utrzymuje płynącego z jej biegiem w niekończącym się nigdy podziwie.
W tym poemacie poeta wyczerpał całą plastykę kraju, wszystkie piękności swojej ziemi rodzinnej.
Że Pan Tadeusz nie może być za epopeję uznany, krytyka dawno odpowiedziała twierdząco. W epopei występują wszystkie siły narodu w celu dokonania wielkiego czynu od którego jego byt i przyszłość zależy. Otóż czynu, takiego w Panu Tadeuszu niema — są tylko do niego aspiracye. Jedyny cel, jaki poeta w zakończeniu osiąga, to uwłaszczenie włościan przez Tadeusza i Zosię, mające na przyszłość programatowe znaczenie. Jeżeli jednak Pan Tadeusz nie jest epopeją, to jest par excellence poematem eposowym w tem znaczeniu, jak Herman i Dorothea. Poeta, który tak silnie uwydatniał swój indywidualizm we wszystkich poprzednich utworach, tu schodzi na stanowisko czysto przedmiotowe, maluje ludzi i rzeczy, jakimi byli i tego stanowiska nie opuszcza, nawet, gdy odtwarza sytuacye najściślej z osobistemi wspomnieniami związane. Tak opis pokoiku Zosi na początku ks. pierwszej, to reminiscencye pokoiku Maryli, do którego Zan, po przybyciu do Tuhanowicz przypadkowo go wprowadził. Stosunek znowu Jacka Soplicy do stolnika Horeszki, to odtworzenie stosunku poety do hr. Ankwicza. Nawet stolnikównie nadał imię Ewa, które, jako drugie, Henryeta nosiła.
Czy jest wszakże jakie podobieństwo pomiędzy ostatnim zajazdem na Litwie, a utworem Goethego, jakby to z listu pisanego do Odyńca należało wnioskować? Kto szuka podobieństwa, niech Hermana zestawi z Wiesławem, a odnajdzie je zarówno w charakterach osób, jak i samej osnowie. Ale w Panu Tadeuszu go niema — są tylko uderzające różnice. Utwór Goethego pod względem architektonicznym jest więcej ustosunkowany w sobie — to mu przyznać należy. Na takie długie opisy, jak np. Puszczy litewskiej, Goethe nie pozwoliłby sobie, gdyż to popsułoby mu cały stosunek części do całości i rozrywało uwagę czytelnika zamiast ją skupić na głównej osnowie. Utwór jego nadto obfituje w wielkie bogactwo prawd życiowych, czerpanych zarówno z doświadczenia, jak i filozoficznych refleksyj, które temu poematowi o treści tak prostej, nadają głębokie, ogólno-ludzkie znaczenie. w Panu Tadeuszu podobnych refleksyj nie wielebyśmy znaleźli. Natomiast, jeżeli idzie o bogactwo obrazów, to Mickiewicz o wiele Goethego przewyższa. Słowem, cechą poety niemieckiego obok wielkiej siły uplastycznienia, jest filozoficzna refleksya; cechą naszego wieszcza nie-