Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ski, której pojedyńcze sceny jednocześnie ołówkiem illustrował Orłowski.
Mickiewicz w orszaku ks. Galicyna, z początkiem łutego 1828 r., znów powrócił do Moskwy. Ale nie było mu danem pozostawać tu długo. Za staraniem osób wpływowych, otrzymał pozwolenie na stałe zamieszkanie nad Newą, z widokiem na pomieszczenie się w ministeryum spraw zagranicznych.
Wkrótce też, bo w kwietniu na zawsze Moskwę opuścił, nie bez żalu jednak za tymi, którzy mu w ciągu dwuletniego pobytu dawali dowody życzliwego uznania, a i teraz w chwili odjazdu ciepłą żegnali go dłonią. Jakoż literaci moskiewscy wyprawili dla niego ucztę i wręczyli mu puhar srebrny, z odpowiednim napisem.
Wróciwszy do Petersburga Mickiewicz, wszedł w te same stosunki, w których się obracał przed wyjazdem do Moskwy. Ale w głębi duszy trawił go smutek. Świetne nadzieje, jakie mu zrobiono, zawiodły. Żałował Moskwy, myślał nawet o podróży na Kaukaz. Tymczasem spotkała go niespodzianka. Naraz bowiem otrzymał wiadomość, aż o dwóch wydaniach swoich poezyj, przeznaczonych na jego korzyść. Na pierwsze, drukowane w Paryżu, pod kierunkiem Leonarda Chodźki, dała nakład hr. Ostrowska; drugiego dokonał w Poznaniu prof. Józef Muczkowski, drogą prenumeraty, z potrąceniem kosztów nakładu. O ile też poeta wdzięczny był ostatniemu za wyświadczoną mu koleżeńską przysługę, o tyle znalazł się w kłopocie, gdy mu przesłano pieniądze za wszystkie egzemplarze paryskiego wydania. Wydanie to i pod innym względem zadowolić go nie mogło. Przedrukowano w nim bowiem utwory nie znajdujące się w dotychczasowych wydaniach, dokonanych pod jego okiem. Były to przekłady Byrona, ogłaszane w czasopismach bez jego wiedzy, a stąd w formie niewykończonej należycie, mającej wszystkie cechy pierwszego rzutu pióra tłómacza. Otóż, jakby dla ustalenia kanonu tekstu swoich utworów, poeta, pomimo dwóch jednocześnie dokonanych wydań, zamierzył zrobić jeszcze jedną edycyę. Była ona, podobnie jak wileńska, dwutomową, tylko powiększona dodaniem Sonetów, Konrada Wallenroda, oraz utworów powstałych pomiędzy rokiem 1824 a 1829. Do nich należą: Sen, Ciemność, Pożegnanie Childe Harolda, Popas w Upicie, Elegie i Wiersze do D. D., Canzonetta z Petrarki, przełożona pod Moskwą W Óstafiewie, majątku książąt Wiaziemskich, oraz powstałe w Petersburgu; ballady: Trzech Budrysów i Czaty, kassyda Farys, w której odmalował tę samą potęgę woli, pokonywającą rozhukane żywioły natury, jaką w Odzie do młodości, w pokonywaniu trudnych zadań życia ujawnił, oraz dwa oryentalne utwory: Szanfary i Almotenabbi.
Ale edycya petersburska z r. 1829 jeszcze z innego względu zasługuje na uwagę.
Mickiewicz czytywał pilnie krytyki, dochodzące go z Warszawy i nieraz wzruszał ramionami, spotykając w nich sądy, wykazujące najzupełniejszą nieznajomość literatur obcych, oraz potrzeb umysłowych własnego narodu i pod tym względem musiał przyznawać wyzszość literatom rossyjskim. Nadto z listów Odyńca, który bywał na obiadach u gen. Krasińskiego, mógł się dowiedzieć, że Koźmian Aldonę nazywał pomywaczką litewską, a Konrada Wallenroda pijakiem; ale wszystko to poeta przyjmował z uśmiechem politowania i swemu korespondentowi zalecał, by w sporach z klasykami zachował jak największe umiarkokowanie. W końcu jednak przekonał się, że nietylko klasycy lecz i rzekomi obrońcy romantyzmu obałamucają umysły. Dopóki jednak zdawało się, że Malinowski uzyska pozwolenie na wydawnictwo pisma, poświęconego krytyce, nie kwapił się z wypowiedzeniem swego Quos ego. Gdy jednak tracił co do tego nadzieję, zaciął ostro swe pióro, by się zarówno z klasykami, jak i pseudo-romantykami rozprawić. Tak powstała przemowa: Do czytelnika o krytykach i recenzentach, która krytyków warszawskich, niewiedzących, co odpowiedzieć na jego cięte zarzuty, w straszne zamieszanie wprawiła. Miała zaś ten dobry skutek, że poruszyła umysły i wywołała jednego z największych u nas krytyków, bo Maurycego Mochnackiego, który swem dziełkiem: Literatura Polska XIX w. rozstrzelone pojęcia o istocie i zadaniu poezyi do jednego mianownika sprowadził.
Obok prac literackich, wypełniały teraz poecie czas zajęcia w Kollegium spraw zagranicznych, w którem na początku r. 1829 jakiś urząd otrzymał i zwiększone wskutek tego towarzyskie stosunki. W najbliższej zażyłości pozostawał z Puszkinem, ale najmilej czas przepędzał w domu Maryi Szymanowskiej, pianistki nadwornej, z którą jeszcze w Moskwie, jako z koncertantką, zabrał