Strona:Adam Mickiewicz Poezye (1822) tom drugi.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tegoż dziś doznam, jeśli dziką postać
Cudzemu światu ukażę spod cieni;
Jedni mię będą exorcyzmem chłostać,
Drudzy uciekną zdziwieni.

Ten dumą śmiészy, ten litością znudzi,
Inny szyderskie oczy zechce skrzywić.
Do jednéj idąc za cóż tyle ludzi,
Muszę obrażać, lub dziwić?

Cóżkolwiek będzie, dawnym pójdę torem;
Szydercóm litość, śmiéch litościwemu.
Tylko o luba! tylko ty z upiorem
Powitaj się po dawnemu.

Spojrzyj i przemów, daruj małą winę,
Ze smiém do ciebie raz jeszcze powrócić.
Mara przeszłości, na jednę godzinę
Obecne szczęście zakłócić.

Wzrok twój nawykły do świata i słońca,
Może się trupiéj nie ulęknie głowy,
I może raczysz cierpliwie do końca
Grobowéj dosłuchać mowy.