Strona:Adam Mickiewicz Poezye (1822) tom drugi.djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Smieszków i radców zarówno słuchałem.
Choć i sam może nie lepszy od drugich,
Sambym się gorszył zbytecznym zapałem,
Lub śmiał się z żalów zbyt długich.

Ktoś inny myślał, że obrażam ciebie,
Uwłaczam jego rodowitéj dumie;
Przecież ulegał grzeczności, potrzebie,
Udawał, że nie rozumie.

Lecz i ja dumny, żem go równie zbadał,
Choć mię nie pyta, chociaż milczéć umiém;
Mówiłem gwałtem, a gdy odpowiadał,
Udałem, że nie rozumiém.

Ale kto nie mógł darować mi grzéchu,
Ledwie obelgę na ustach przytrzyma,
Niechętne lica gwałci do uśmiéchu,
I litość kłamie oczyma;

Takiemu tylko nigdym nie przebaczył,
Wszakżem skargami nigdy ust nie zmazał,
Anim pogardy wymówić nie raczył,
Kiedym mu uśmiéch okazał.