Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część I, II i IV.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


A jeśli nic nie gonisz, pewnie radbyś gonił?
Ej! czy cię widok pustej torby nie zapłonił?
Wstyd młodemu niczego dotąd nie ustrzelić?
Przyznaj się, — ja ci mogę w potrzebie udzielić.

GUSTAW.

Dzięki, od nieznajomych nie żądam pomocy,
Nie zabieram przyjaźni tak rychło i w nocy
I nie rozumiem, co twe słowa mają znaczyć?

STRZELEC.

Jeżeliś niepojętny, będę się tłumaczyć;
Jeżeli mi nie ufasz, będę szczerszy z tobą.
Wiedz naprzód: iż, gdzie stąpisz, jest wszędzie nad tobą
Pewna istota, która z oczu cię nie traci,
I że chce ciebie w ludzkiej nawiedzić postaci,
Jeżeli to, coś przyrzekł, zachowasz niezłomnie.

GUSTAW.

Przebóg! co to ma znaczyć? nie zbliżaj się do mnie!


Nie do sąsiadek pewnie — ich twarze, rozmowy[1]
Prędzej i gorzej nudzą, aniżeli łowy.
Okrzyczano mię wszędzie, żem dziwak nieczuły,
I któż, jeśli nie one z czucia mię wyzuły?
Pomnę, gdy każda piękność młodzieńczemu oku,
Jak duch senny, jaśniała w marzenia obłoku;
Gdym pod zewnętrznym blaskiem zgadywać był gotów
Miliony tajemnych wdzięków i przymiotów.
Z trwogą do cudownego spieszyłem obrazu:
Przyszedłem, przemówiłem: dość było wyrazu,

  1. Ustęp następujący aż do końca wyłączony jest w rękopisie Mickiewicza
    osobnymi znakami z całości I-ej części »Dziadów«. Przyp. wydawcy.